Royal Breakfast, czyli najważniejszy posiłek dnia

Liczne badania naukowe dowiodły, że pierwszy posiłek dnia powinien być jadany w godzinach porannych, jednak trwa spór odnośnie jego ilości i jakości. Jedni wyznają teorię jedzenia nawet wysokokalorycznych smakołyków: ciast, tortów. W opozycji pozostają aprobaci zbilansowanego śniadania z niskim udziałem szkodliwych tłuszczów oraz cukru, uznający i szanujący jednocześnie słynne powiedzenie: „Śniadanie zjedz jak król, obiad jak książę, a kolację jak żebrak”. Zatem, czy to lato, czy to zima, dzień śniadaniem się zaczyna!
Podążając za powyższym – można nazwać ustaleniem – warto poszukać odpowiedzi na pytanie wśród pasjonatów sztuki kulinarnej: czy zawsze „królewskie” oznacza wykwintne, kosztowne i wyszukane? „Nie. Jestem zwolenniczką bardzo prostej kuchni – smaków kojarzonych z dzieciństwem: mleka prosto od krowy, wiejskich jaj, tradycyjnego pieczywa. Z uwagi na fakt, że ostatnio jadam regularnie, odkryłam, że bardzo istotne jest spożywanie zarówno pierwszego, jak i drugiego śniadania –właśnie to według mnie jest królewskie. Są najistotniejszymi posiłkami w ciągu dnia.

Badania pokazują, że pomijanie śniadań przez dzieci powoduje problemy z nauką i gorszą koncentrację. Jeśli chodzi o jakość, wyznaję zasadę, że dobry produkt obroni się sam. Nie potrzebne są wyszukane przysmaki, nietypowe połączenia, mnie wystarczą: jajko na miękko, pół kromki razowca, warzywa, mleko…” – opowiada Katarzyna Bosacka – dziennikarka prasowa i telewizyjna, redaktorka TVN Style – „Wiem, co jem”. Jak się okazuje, prostota i umiar liczą się najbardziej, nie trzeba zatem zasiadać przy suto zastawionym stole z kandelabrami i jeść kawioru z siewrugi!
Niebagatelne znaczenie ma zaś sam nawyk jedzenia o poranku, ilość pożywienia i jego wartość odżywcza. Ku takiej idei rozpoczęto od niedawna obchody dnia zdrowego śniadania – 8 listopada (inspiracją stał się Europejski Dzień Zdrowego Jedzenia ustanowiony w 2007 roku przez ówczesnego Komisarza ds. Zdrowia Markosa Kyprianou) w ramach akcji dla szkół „Śniadanie daje moc”. Jakie jeszcze skojarzenia mogą się nasuwać? O podzielenie się swoimi, poprosiliśmy także Ewę Wachowicz – producentkę programów o tematyce poradnikowo-kulinarnej, autorkę wielu publikacji i przepisów kulinarnych: „Dla mnie królewskie śniadanie oznacza jajecznicę na smardzach, które wyrosły w moim ogrodzie – zastanawiam się tylko, czy mogę ich używać – są pod ochroną! Do tego świeże kwiaty: bratki, nasturcje.

Najlepsze dotychczas śniadanie, które z powodzeniem mogę nazwać królewskim jadłam w Kiermusach na Podlasiu. Zjawiskowy chleb na naturalnym zakwasie, prawdziwy twaróg ze świeżymi ziołami, rzodkiewką i szczypiorkiem.” Jak widać, nasi znawcy i znawczynie, którzy specjalnie dla (SLOW) opowiedzieli o swoich obyczajach dotyczących ich śniadań, zgodnie z ideologią slow life, traktują je jako najważniejszy posiłek, który długo celebrują z przyjaciółmi: „Nigdy nie omijam śniadania i nie pozwalam córce pójść z pustym żołądkiem do szkoły – wolę, żeby się do niej spóźniła. W wolne dni, rano jemy obficie i powoli.. Pierwsze śniadanie zawsze miało dla mnie ogromne znaczenie – wyniosłam to z rodzinnego domu. W weekendy spotykamy się z przyjaciółmi właśnie na śniadaniu, trwa ono wtedy bardzo długo” – kontynuuje Wachowicz.
Jak się to przedstawia w krytyce kulinarnej? Pan Piotr Adamczewski – redaktor „Polityki”, współautor dziesięciu przewodników po restauracjach Warszawy i okolic pt. „Za stołem”, „Kuchnia w kawalerce i apartamencie” – opowiada o swoim śniadaniu: „… przede wszystkim n i e w p o ś p i e c h u, z pięknym obrusem i kompletem sztućców. Ten posiłek wyznacza mnie i żonie rytm dnia, który omawiamy wówczas precyzyjnie. Przed, wypijam świeży sok z pomarańczy.

Natomiast w trakcie, nie może zabraknąć świeżej bułeczki z masłem (dla żony), miodu gryczanego, twarogu, rzodkiewek, które przyjemnie szczypią w język, kiełków słonecznika i oczywiście cejlońskiej herbaty – dwie filiżanki obowiązkowe!” Jako znawca najwybitniejszych kucharzy Polski, Francji i bywalec niemalże wszystkich kontynentów (z wyjątkiem Australii) przyznaje, że najlepszą kuchnią mogą poszczycić się Włosi – ale – „niestety z wyjątkiem śniadań (przeważnie tylko croissant z kawą – dodam – wspaniałą), które w ich języku już nie kojarzą się ze śniadaniem – collazione” (śmiech). Dlatego celebrowanie tak ważnego posiłku Państwa Adamczewskich odbywa się „po polsku”: „Jeśli pojawią się rogaliki z konfiturą różaną – jest prawdziwie królewsko” – dodaje Pan Piotr. Jak widać z powyższych wypowiedzi, omijanie śniadania u ludzi świadomie dbających o styl żywienia, nie wchodzi w grę. Nie tylko myślą o konsekwencjach zdrowotnych w ujęciu fizjologicznym, ale i psychicznym – jakże ważny jest przecież stan naszych umysłów: nastroje, emocje! Spożywanie śniadania jest radością, rytuałem, przyjemnością, formą towarzyską… Niechże nasi respondenci będą zatem wzorem na przykład dla bohaterek pewnej opowiastki niżej przytoczonej. Mroźnym, białym, lutowym popołudniem, trzy „większe” przyjaciółki spotykają się w urokliwej kawiarni. Woła je reklama stojąca – mówiąc po krakowsku – na polu – z naskrobanym różową kredą euforycznym napisem: „Gorąca czekolada z chilli! Tylko 10zł! Wejdź i rozgrzej się!” Tym samym napój z szyldu stał się być może ich drugim „posiłkiem” tego dnia.

Dewagują skrzekliwie o swoich niezadowalających kształtach, zastanawiając się naprawdę poważnie, dlaczego jedząc TAK mało i TYLKO dwa posiłki nie chudną, podczas gdy zołza-przełożona z pokoju obok je ich aż pięć i jest szczapą? Jakaż ta natura niesprawiedliwa! To na pewno sprawka genetyki… Dalej wymieniając swoje dietetyczne rewelacje okazuje się, iż nasze trzy muzy Rubensa nie mają zwyczaju jedzenia śniadań, ponadto posiłkiem z prawdziwego zdarzenia jest dopiero obiad, a później w zasadzie nie spożywają jako takich p o s i ł k ó w (bo przecież po 18-ej się nie je), tylko „skubną” małe (względne określenie wprost proporcjonalne do rozmiarów wspomnianych) co nieco. Ale! Obiad jest duży – jedną z drugą, a także i z trzecią dopada przecież tak gargantuiczny głód (jak śmie!), że biedactwa tracą wszelaką werwę do pracy, a tak w ogóle to nawet do życia! Zastaje ich godzina 15-ta, a one jeszcze nic nie konsumowały! Małe, nieśmiałe wtrącenie: pić, piły, ale hektolitry kawy LaTTe Grande (tu też łakomstwo, gdyż 50:50 – ssak mleko chętnie pija, chyba, że ma konwulsje z powodu nietolerancji laktozy, czego z całego serca należy współczuć) z trzema łyżkami cukru NIE liczą). Tak czy inaczej bohaterki tej urzekającej i można nawet rzec mrożącej (!) krew w żyłach historii zapewne wydajniej pracują pod wpływem kofeiny (której działanie jest w większości osłabiane przez te 50:50, ale ową kwestię też przemilczeć im trzeba) i w dodatku adrenaliny, której to więcej na „głodzie-niegłodzie”. Omijanie śniadania to niebłahy problem – skutki rzutują negatywnie na dalszy odbiór bodźców świata zewnętrznego przez cały dzień. Mimo to, żaden malkontent i czy kłapaczko-narzekaczka nie potrudzi się szperandem w swoich nawykach i tym bardziej nie odnajdzie powodów określonych uczuć, czuć, odczuć w nawykach permanentnego lekceważenia pierwszego śniadania. Co piąty Polak rezygnuje z codziennego jedzenia śniadania. Szkoda!

Zwłaszcza ze względu na białogłowy opanowane od stóp do głów trendem bycia na diecie (sic!) Czy one naprawdę nie wiedzą, że „głodzenie” się do godzin popołudniowych to nic innego, jak dokładanie kolejnych komórek tłuszczowych do zaistniałego już i tak pokaźnego zapasu? Plus: impuls w odkurzaniu wszystkiego, co napotka i uzna za zjadliwe w późniejszych porach dnia? Wracając do możliwie występujących tzw. frasunków idących dziarsko o poranku po wyboistych zwojach mózgowych: co na śniadanie? „Dobre masło, pieczywo własnego wypieku i jajka, które można podać na wiele sposobów: po wiedeńsku, na miękko, twardo, omlety słodkie, słone” – wymienia Ewa Wachowicz.
Miejsce – czy ważne? Oczywiście. Domowe zacisze to po pierwsze, ale co, gdy trzeba pokusić się o zjedzenie poza nim? Miejsce konsumpcji „królewskiego śniadania” odnajdywane jest na całym globie. Uta Szczerba – malarka mieszkająca w Nowym Jorku, od 13 lat co roku organizuje wielkanocne śniadanie pod pomnikiem króla Jagiełły w Central Parku. Zrzesza tym sposobem rodaków, rozkłada białe obrusy, czci tradycję i dobrze się bawi. Skąd pomysł? Kto wie, może inspiracją dla artystki stał się impresjonista Édouard Manet ze „Śniadaniem na trawie”? Gdzie jeszcze warto się wybrać po ciekawe doznania smakowe? Do Rygi. Dlaczego? „Nigdzie w Europie nie widziałam takiego bogactwa ryb! Wspaniała kompozycja śniadaniowa, ku mojemu codziennemu zwyczajowi – połączenie białka, węglowodanów złożonych i warzyw (lub owoców) – targ łotewski pozwolił mi poznać rozmaite gatunki ryb, kosztować – dosłownie: czarny chleb i… kiszonki. Rewelacja.” – wspomina Katarzyna Bosacka. Gdzie na Śniadanie Królowej w ojczyźnie? Ja zatrzymałam się w stołecznym „Pędzącym króliku” przy Placu Teatralnym – lekko, powoli i pożywnie. Twarożek ze świeżymi ziołami, pomidory, orzeźwiający ogórek, jajko na miękko, masło i pulchne bułeczki – wszystko, czego potrzeba, by energicznie rozpocząć dzień. Szczęśliwy dzień. Królik niech pędzi, a kto zechce niech dołączy i rozkoszuje się smakowitym śniadaniem – bez pośpiechu.